Fanny wymyśliłam w 2015-16 roku, kiedy miałam dziewiętnaście lat i zerowe pojęcie o tym, jak działa rynek książki, więc byłam pewna, że napiszemy tę historię razem z Ann Kovską, znaną wtedy jako A.M. Chaudière, wydamy ją i pójdziemy dalej – a tymczasem minęło dziesięć lat i wciąż tu jestem, nie tylko jako pisarka, ale i wydawczyni.
Trylogię pisałyśmy we dwie, ona Rose, ja Fanny, ale od 2019 roku to ja ogarniałam ją od strony wydawniczej: wydania, dystrybucję, papier, ebooki, audio, faktury, paczkomaty i mailowanie z platformami. Odzyskiwałam prawa do pierwszego tomu, kiedy przez parę lat nie dało się go kupić nigdzie poza ofertami na Allegro czy OLX, robiłam drugie wydanie, bo pierwsze się rozeszło, i uparłam się na audiobooki, bo miałam serdecznie dość tego, że polskie les powieści funkcjonują głównie jako pdf-y z chomika.
To był dobry czas, naprawdę dobry, ale w marcu kończę trzydzieści lat i od dłuższego czasu siedzę okrakiem na dwóch życiach – w jednym piszę nowe rzeczy, w drugim w kółko obsługuję coś, co skończyłam pisać (też emocjonalnie) lata temu – więc postanowiłam z tego płotu zejść i domknąć ten etap, bo tak mi podpowiada serce. Czasami trzeba iść dalej i ja chcę to zrobić.